Chociaż tydzień pracy był krótszy, to i tak z utęsknieniem czekałam na weekend, na nadrabianie zaległości książkowych, a może i filmowych. Weekend to jedyny czas kiedy nie muszę zwalczać mojej introwertycznej natury, kiedy nie muszę pędzić, spieszyć się, dorównywać, zresztą nieudolnie, aż do zadyszki tempu świata i ćwiczyć podzielności uwagi (której nie posiadam). Chyba jestem nudna i nie pasuję do dzisiejszych czasów, lubię pobyć sama, móc skupić się na jednej rzeczy na raz, lubię ciszę i spokój, które dla mnie wcale nie są wyznacznikami nudy.
Tytuł: "Cukiernia Pod Amorem: Tom 1: Zajezierscy" Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Rok wydania: 2010 Moja ocena: 4,0/6
Tytuł: "Cukiernia Pod Amorem: Tom 2: Cieślakowie" Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Rok wydania: 2010 Moja ocena: 4,0/6
Tytuł: "Cukiernia Pod Amorem: Tom 3: Hryciowie" Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Rok wydania: 2012 Moja ocena: 4-/6
Pozytywne recenzje na forach, blogach i moich najbliższych sprawiły, że były to książki, które bardzo chciałam przeczytać. Pożyczone na półce miałam je od dawna, ale tak się składało, że zawsze jakaś inna wkradała się do kolejki. Nie ukrywam, że rozbudowane drzewo genealogiczne i mnogość nazwisk w indeksie osób trochę mnie odstraszały.
Ale w końcu i na "Cukiernię" przyszła kolej. Zaczęłam czytać i wsiąkłam. Na początku, rzeczywiście "przeskoki" czasowe sprawiały mi kłopot, ale jak już złapałam rytm tej książki nie mogłam się oderwać. Rano żeby poczytać wstawałam wcześniej, wieczorem - mimo zmęczonych oczu musiałam chociaż kilka stron.
Uwielbiam sagi rodzinne pokazujące życie codzienne i jednoczesne uwikłanie zwykłych ludzi w historię oraz to, że pozornie jedna mała decyzja ma wpływ na losy wielu osób, często nawet następnych pokoleń. Pod tym względem "Cukiernia" spełniła moje oczekiwania, lecz jak zawsze jest jakieś "ale". Czas spędzony z tymi książkami był fantastyczną podróżą, ale przypominał mi wycieczkę z przewodnikiem, podczas której pokazuje on bardzo szybko i bardzo dużo atrakcji, w takim tempie, że nie mam możliwości zatrzymania się, delektowania, czy przyjrzenia się, ponieważ trzeba pędzić dalej. Z tego powodu mam poczucie niedosytu i muśnięcia czegoś tylko powierzchownie. Rozczarowało mnie rozwiązanie zagadki z pierścieniem, wydało mi się takie nijakie i nie warte czekania przez trzy tomy.
Mimo tych minusów jestem bardzo zadowolona z przeczytania tej powieści i cieszę się, że przeczytałam ją właśnie w okolicach Święta Niepodległości, takie książki w przystępny sposób przybliżają mi naszą historię, która przestaje być suchym zbiorem dat.
Książki biorą udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska,
- Grunt To Okładka i
- Pod Hasłem.
Moje życie blogowe zaczyna się ograniczać do podsumowań. Mniejsza ilość czasu sprawiła, że zdecydowanie wolę poświęcić go na czytanie niż pisanie o przeczytanych książkach. To nawet nie jest kwestia "woli", tylko braku siły na "sklecenie" czegoś o chociaż śladowej zawartości sensu.
Ten miesiąc zapowiadał się bardzo kiepsko, myślałam, że nie uda mi się przeczytać żadnej książki. Na szczęście nie było tak źle. Trochę niechcący wyszło na to, że październik był miesiącem książek z własnej półki.
"Psy, Rachel i cała reszta" Dillon Lucy Ocena: 4,5/6
Uwielbiam takie książki, pogodne, nastrajające optymistycznie, trochę do pośmiania się i do powzruszania. Szkoda, że autorka jest tak mało popularna.
"Miasto odkupienia" O'Connor Joseph Ocena: 3,5/6
Jak to mnie wymęczyło, były chwile kiedy myślałam, że nie dobrnę do końca. Dwa miesiące czytania.
"Król Ryszard II" Shakespeare William Ocena: 4,5/6
"RockMann czyli Jak nie zostałem saksofonistą" Mann Wojciech Ocena: 4/6
Czułam się jakbym słuchała specjalnej audycji radiowej prowadzonej przez Pana Manna, jakbym słyszała jego charakterystyczny głos. Książka bierze udział w wyzwaniu "Grunt to okładka".
"Wyspa na prerii" Cejrowski Wojciech Ocena: 4/6
Wyszłam tylko po seler i pietruszkę, a wróciłam z pięknie wydaną, pachnącą nowością książką.W niedzielę miałam ją tylko przekartkować, a przeczytałam całą.
Do osoby Wojciecha Cejrowskiego mam mieszane uczucia, ale jego opowieści o podróżach mogę słuchać, oglądać i czytać godzinami.
Podczas wycieczki do Arizony, aby wczuć się w klimat Dzikiego Zachodu można posłuchać piosenki proponowanej przez autora. ;)
Wrzesień okazał się naprawdę udany. Ilościowo było lepiej niż początkowo sądziłam i oceny też dałam wysokie, wszystkie książki przypadły mi do gustu. Najlepszą książką tego miesiąca są zdecydowanie "Dziurdziowie" Elizy Orzeszkowej. Udało mi się dopasować lektury do większości wyzwań, w których biorę udział. A mój blog skończył rok. Żałuję tylko, że na czytanie i blogowanie nie mogę poświęcić tyle czasu i energii ile bym chciała!
1. "Wszystko zależy od przyimka" Sosnowski Jerzy, Bralczyk Jerzy, Markowski Andrzej, Miodek Jan Ocena: 5/6 2. "Latarnik" Läckberg Camilla Ocena 4/6 (audiobook - czyta Marcin Perchuć)
i w wersji papierowej 3. "Dziurdziowie" Orzeszkowa Eliza Ocena: 5/6
4. "Fabrykantka aniołków" Läckberg Camilla 5/6
5. "Dziedzictwo" Lindsey Johanna Ocena: 4,5/6
Moje miejsce, gdzie mogę się dzielić wrażeniami z przeczytanych książek 20 września skończyło roczek. Dziękuję tym, którzy tutaj zaglądają i czasem zostawią dobre słowo!
Z okazji urodzin własnych i blogowych pozwoliłam sobie w tym miesiącu na małe zakupowe szaleństwo. A oto jego rezultat:
Tytuł oryginału: "The Heir" Wydawnictwo: Świat Książki Tłumacz: Magdalena Słysz Rok wydania: 2004 Moja ocena: 4,5/6
Duncan MacTavish dorastał i wychowywał się w Szkocji, po śmierci jego rodziców opiekował się nim dziadek Archie. W wieku dwudziestu jeden lat dowiaduje się o pewnej umowie sprzed lat. Jego matka, która była Angielką, aby uzyskać pozwolenie na ślub ze Szkotem, obiecała swojemu ojcu, że jej pierworodny syn, który miał odziedziczyć majątek lorda Neville'a, po osiągnięciu pełnoletności zostanie wysłany do Anglii, gdzie się ustatkuje i poślubi pannę wybraną przez angielskiego dziadka. Wybranką jest piękna Ophelia Reid, która choć obdarzona olśniewającą urodą, charakterek i usposobienie ma wredne, nie chce zostać żoną "dzikusa" ze szkockich gór i jawnie okazuje lekceważenie i pogardę narzeczonemu. Takie postępowanie nie podoba się przyjaciółce Ophelii, Sabrinie Lambert. Dziewczyna obdarzona, oprócz pięknych fiołkowych oczu, poczuciem humoru, zwraca na siebie uwagę Duncana, co nie podoba się wiecznie knującej intrygi pannie Reid. Dziewiętnasty wiek, bale (w tej powieści prawie jak ten z "Kopciuszka, gdzie książę ma znaleźć żonę ;p), polowanie na męża, rozważania typu "czy to jest miłość czy to jest kochanie". Książka jest przewidywalna, prosta, łatwa i przyjemna, z odrobiną humoru, pomogła mi przetrwać ciężki tydzień, dając odrobinę zapomnienia i wywołując uśmiech.
Dzięki tej książce cofnęłam się w czasie i nie chodzi mi o czas akcji tego romansu historycznego. Cofnęłam się o lat naście, kiedy to z wypiekami na twarzy zaczytywałam się tego typu powieściami i to nawet z tej samej serii co dzisiaj przeze mnie opisywana. Później nastąpił czas wyparcia, przerzuciłam się na inne gatunki. Do sięgnięcia po "Dziedzictwo" skłoniło mnie wrześniowe wyzwanie Sylwuch "Grunt to okładka". Mogłam wejść do biblioteki i bezkarnie skierować się do półki z romansami, powtrarzając sobie "Przecież ja już TAKICH książek nie czytam, a to tylko do wyzwania". Już po kilku początkowych stronach załamana swoim kiepskim gustem musiałam przyznać, że świetnie się bawię, prawie tak jak wtedy gdy byłam nastolatką. Czy wy też macie książki, których się trochę wstydzicie, ale bardzo lubicie?
Tytuł oryginału: "Änglamakerskan" Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca Tłumacz: Inga Sawicka Rok wydania: 2012 Moja ocena: 5/6
Do starego domu na wyspie Valö sprowadza
się Ebba Stark z mężem. Małżeństwo pragnie wyremontować stary ośrodek
kolonijny i stworzyć tam hotel. Odbudowa tego domu jest dla nich pewnego
rodzaju ucieczką i próbą poradzenia sobie z tragedią jaką była śmierć
ich małego synka. Ironia losu polega na tym, że uciekając przed jedną,
Ebba musi się zmierzyć z kolejną, związaną z jej przeszłością. W Wielką Sobotę 1974 roku zniknęła tam cała jej rodzina, a policja znalazła jedynie małą Ebbę. Nikt nie ma pojęcia co się tam zdarzyło. Przy okazji prac remontowych w jadalni, pod zerwaną podłogą, została odkryta zeschnięta krew, jakby tego było mało ktoś próbuje podpalić dom. Do akcji wkracza policja.
Nie samą zbrodnią człowiek żyje i jak zwykle w książkach tej autorki mamy rozbudowaną część obyczajową książki. W ostatnim tomie mamy okazję poznać z innej strony
Göstę, policjanta, który w poprzednich tomach tej serii, był bardziej
zainteresowany rozgrywkami golfa, niż pracą i sprawami do rozwiązana. W
"Fabrykantce aniołków" wykazuje zaangażowanie niezwykłe jak na niego.
To już ostatnie spotkanie z Eriką i Patrikiem, Martinem, Paulą i Mellbergiem - trochę szkoda, przez ponad rok zdążyłam się przywiązać do bohaterów, a teraz koniec. Każdy kolejny tom był jak odwiedziny u starych znajomych, gdzie przy okazji spotkania przy kawie pojawiał się trup lub kilka. Większość tej serii wysłuchałam w wersji audio i książki Camilli Läckberg będą mi się już nieodłącznie kojarzyły z głosem Marcina Perchucia. "Fabrykantka aniołków" jest pierwszym tomem, który miałam tylko w wersji papierowej, ale i tak podczas czytania w tle pobrzmiewał mi głos pana Marcina. Nieważne w jakiej wersji, całą serię polecam!