Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trójka e-pik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trójka e-pik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 czerwca 2015

Podsumowanie maja

Maj okazał się niespodziewanie udany czytelniczo. Dominowały lektury z tytułami zaczynającymi się na literę "M" przeczytane w ramach wyzwania "Pod Hasłem". W tym miesiącu przeczytałam też ostatnią zaległą książkę do wyzwania Sardegny "Trójka e-pik" i tym samym je zakończyłam, a była to "Pochwała powolności: Jak zwolnić tempo i cieszyć się życiem" Carla Honoré. 
Obawiam się, że czerwiec będzie dużo gorszy, ponieważ ostatnio udaje mi się przeczytać tylko stronę dziennie, a przy audiobookach natychmiast zasypiam. 

1. "Michał Strogow" Verne Jules Ocena: 3,5/6
2. "Pochwała powolności: Jak zwolnić tempo i cieszyć się życiem" Honoré Carl Ocena: 4/6
3. "Malowany dom" Grisham John Ocena: 4,5/6
4. "Mąż" Koontz Dean R. Ocena: 4/6 (audiobook)
5. "Między książkami" Zevin Gabrielle Ocena: 4,5/6
6. "Zabić drozda" Lee Harper Ocena: 5,5/6 (audiobook)
7. "Morderstwo na polu golfowym" Christie Agatha Ocena: 4,5/6
8. "Mazepa" Słowacki Juliusz Ocena: 4,5/6 

niedziela, 28 września 2014

"Dziedzictwo" Lindsey Johanna

Tytuł oryginału: "The Heir"
Wydawnictwo: Świat Książki
Tłumacz: Magdalena Słysz
Rok wydania: 2004
Moja ocena: 4,5/6

Duncan MacTavish dorastał i wychowywał się w Szkocji, po śmierci jego rodziców opiekował się nim dziadek Archie. W wieku dwudziestu jeden lat dowiaduje się o pewnej umowie sprzed lat. Jego matka, która była Angielką, aby uzyskać pozwolenie na ślub ze Szkotem, obiecała swojemu ojcu, że jej pierworodny syn, który miał odziedziczyć majątek lorda Neville'a, po osiągnięciu pełnoletności zostanie wysłany do Anglii, gdzie się ustatkuje i poślubi pannę wybraną przez angielskiego dziadka. Wybranką jest piękna Ophelia Reid, która choć obdarzona olśniewającą urodą, charakterek i usposobienie ma wredne, nie chce zostać żoną "dzikusa" ze szkockich gór i jawnie okazuje lekceważenie i pogardę narzeczonemu. Takie postępowanie nie podoba się przyjaciółce Ophelii, Sabrinie Lambert. Dziewczyna obdarzona, oprócz pięknych fiołkowych oczu, poczuciem humoru, zwraca na siebie uwagę Duncana, co nie podoba się wiecznie knującej intrygi pannie Reid. Dziewiętnasty wiek, bale (w tej powieści prawie jak ten z "Kopciuszka, gdzie książę ma znaleźć żonę ;p), polowanie na męża, rozważania typu "czy to jest miłość czy to jest kochanie". Książka jest przewidywalna, prosta, łatwa i przyjemna, z odrobiną humoru, pomogła mi przetrwać ciężki tydzień, dając odrobinę zapomnienia i wywołując uśmiech.

Dzięki tej książce cofnęłam się w czasie i nie chodzi mi o czas akcji tego romansu historycznego. Cofnęłam się  o lat naście, kiedy to z wypiekami na twarzy zaczytywałam się tego typu powieściami i to nawet z tej samej serii co dzisiaj przeze mnie opisywana. Później nastąpił czas wyparcia, przerzuciłam się na inne gatunki. Do sięgnięcia po "Dziedzictwo"  skłoniło mnie wrześniowe wyzwanie Sylwuch "Grunt to okładka". Mogłam wejść do biblioteki i bezkarnie skierować się do półki z romansami, powtrarzając sobie "Przecież ja już TAKICH książek nie czytam, a to tylko do wyzwania". Już po kilku początkowych stronach załamana swoim kiepskim gustem musiałam przyznać, że świetnie się bawię, prawie tak jak wtedy gdy byłam nastolatką. Czy wy też macie książki, których się trochę wstydzicie, ale bardzo lubicie?

niedziela, 31 sierpnia 2014

Podsumowanie sierpnia

Sierpień okazał się miesiącem pełnym wrażeń. Najpierw wycieczka do Pragi, a zaraz po powrocie w moim życiu nastąpiła zmiana, która zepchnęła książki na dalszy plan, a już do ich opisywania nie miałam w ogóle głowy. W związku z nową pracą i doszkalaniem się będę musiała odłożyć wyzwania i plany czytelnicze oraz blogosferę.
Książkowo, jestem zadowolona, że w końcu przeczytałam przetrzymywaną od dwóch lat "Kochanicę Francuza". Po kilku latach stania na półce, na swoją kolej doczekało się też "P.S. Kocham Cię". Nietypowo, bez długiego oczekiwania pochłonęłam dwie "świeżynki": "Zawołajcie położną" - najlepsza książka tego miesiąca i "Grób rodzinny" - dla przeciwwagi największe rozczarowanie.

1. "Zawołajcie położną" Worth Jennifer
2. "Kochanica Francuza" Fowles John Ocena: 3/6
Książka zaliczona do wyzwań "Pod Hasłem" i "Trójka e-pik".
3. "Polki na bursztynowym szlaku" Richardson Monika, Popiel Lidia 
4. "P.S. Kocham Cię" Ahern Cecelia
5. "Grób rodzinny" Mazetti Katarina Ocena: 3,5/6 e-book
Jak napisałam wyżej, to w tym miesiącu największe rozczarowanie. Pierwszą częścią byłam zachwycona. Wyraźnie czuć, że jest to książka pisana na fali popularności swojej poprzedniczki. :(

Wrzesień rozpocznę książką "Wszystko zależy od przyimka", zapowiada się bardzo dobre otwarcie miesiąca.


poniedziałek, 31 marca 2014

"Zakładniczka" Rojas Clara

Tytuł oryginału: Cautiva: Testimonio de un secuestro
Wydawnictwo: Hachette Polska
Rok wydania: 2010
Tłumacz: Piotr Wrzosek
Ocena: 5/6

Książka, która w tym miesiącu zrobiła na mnie największe wrażenie. Wypożyczyłam ją po przeczytaniu recenzji Natanny.
Książek typu "pisane przez życie" trochę się boję, ponieważ czytając o potwornościach, nie mogę sobie wmawiać, "że to tylko fikcja". Dodatkowo wzbudzają czujność i nieufność, czy czasem autor/autorka mną nie manipuluje, czy nie próbuje "zrobić kasy" na nieszczęściu i łzawej opowieści rodem z tabloidów. Do zapoznania się z historią Clary Rojas przekonało mnie stwierdzenie Natanny, że autorka nie epatuje nadmiarem emocji i sensacji.
Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, tego co Clara musiała czuć kiedy jej dotychczasowy świat runął w gruzach, jak to jest przeżyć sześć lat niewoli i ile musiała mieć siły, determinacji, żeby po tym wszystkim wrócić do normalności, odbudować na nowo poczucie bezpieczeństwa, stworzyć dom nie tylko dla siebie, ale i dla urodzonego w niewoli synka. Czytelna i jasna granica, niesprzedawanie swojej prywatności wzbudziło mój ogromny szacunek. Bohaterka tej książki, jej postawa, sposób w jaki stawia czoła sytuacji, w której się znalazła, naprawdę zaimponowała mi.
"Dla mnie skromność jest synonimem powściągliwości i rezerwy. To prawie sztuka życia. I w ten sposób stawiałam czoła niewoli: z godnością, uczciwie, zachowując poczucie przyzwoitości, tego, co słuszne i właściwe"*.
Rzeczowość i suchość języka, jakim jest napisana "Zakładniczka" nie dawała mi spokoju. Pisanie tej książki było dla autorki formą terapii, próbą uwolnienia się od traumatycznych wspomnień. Czasem odnosiłam wrażenie, że przez bez emocjonalny sposób narracji Clara Rojas opowiada o kimś innym, a nie o sobie. Sądzę, że była to forma samoobrony. Widoczny brak emocji w książce był wręcz niepokojący. Jakbym stała przed tamą, a najmniejsze pęknięcie groziło katastrofą. Miałam wrażenie, że nagromadzenie i siła tych przeżyć jest tak ogromna, że autorka w chwili pisania (pół roku po uwolnieniu) nie była gotowa do zmierzenia się z nimi, że było to za wcześnie. Jakby dopuszczenie ich do głosu, było czymś niebezpiecznym, mogło ją powalić. Zastanawiam się jak wyglądałaby ta książka napisana dziś lub za kilka lat.

Książkę zaliczam do wyzwań:
Trójka e-pik CZERWIEC 2012 literatura iberoamerykańska
"Pod hasłem" marzec 2014 Bez spacji

*"Zakładniczka" Rojas Clara, Hachette Polska, Warszawa 2010, s. 50.

sobota, 15 marca 2014

"Bazyliszek" Masterton Graham

Tytuł oryginału: Basilisk
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2009
Tłumacz: Piotr Kuś
Ocena: 2/6

Trójki e-pik już nie ma,  na szczęście przyłączyłam się do tej zabawy  później i chociaż nowe kategorie nie pojawiają się, zostało mi wiele do nadrobienia.  Na ten miesiąc wybrałam kategorię z kwietnia 2012 - Horror. Metodą "chybił-trafił", snując się między półkami, wypożyczyłam "Bazyliszka" Grahama Mastertona. Był to zdecydowanie chybiony "los".
Już od pierwszych stron autor serwuje, tak ograne chwyty, że nie robi to żadnego wrażenia, książka w ogóle nie była straszna, jest pozbawiona jakiegokolwiek napięcia. 
Naturalnie mamy rzęsisty deszcz, dom starców - oczywiście jest to ponury budynek, którego mroczność ma podkreślać ponura rzeźba gargulca spoglądająca na wszystkich wchodzących jakby wiedziała, że "szanse większości tych ludzi na opuszczenie tego przybytku inaczej niż w trumnie są niewielkie"[1]. Mógłby to być dom wariatów, przecież szaleńców i staruszków nikt nie słucha, nie traktuje poważnie, a to właśnie oni pierwsi widzą, że coś niedobrego się dzieje i ostrzegają otoczenie. Pani Doris Bellman, pensjonariuszka Domu Spokojnej Starości Murdstone, skarży się doktor Grace Underhill, na nocne hałasy, dodajmy, że oczywiście dziwne, połączone z wrzaskami i przypominające dźwięk ciężkich pakunków ciągniętych  korytarzem.  Pojawia się postać doktora Zaubera, oczywiście dziwnego cudzoziemieca, który "wygląda raczej na pracownika kostnicy niż dyrektora domu starców"[2], oskarżanego przez Doris o konszachty z szatanem.
Oczywiście są też dziwne badania i doświadczenia naukowe. Biolog molekularny, kryptozoolog Nathan Underhill pracuje nad wyhodowaniem gryfa, jego praca nie jest traktowana poważnie przez środowisko naukowe, a "niejeden przywódca religijny oskarżył go, że wykonuje pracę godną diabła"[3]. Podczas rozbijania jajka, z którego wykluwa się gryf, wydobywa się smród, oczywiście, siarki. Dotychczasowe prace badawcze zakończyły się fiaskiem, profesor Underhill doprowadził "do powstania dwudziestu ośmiu jaj i jednego martwego gryfa"[4]. Nie wie gdzie popełnia błąd. Lecz jest ktoś, kto wie czego zabrakło. I tutaj wracamy do Zauberta, który także pracuje nad wskrzeszeniem mitycznych stworzeń i któremu, dzięki alchemii oraz czarnej magii, to się udało. No i w końcu zjawia się bohater tytułowy, który jak wiemy z pochodzenia jest Polakiem. Akcja książki przenosi się do Krakowa.
W tej książce wszystko jest stereotypowe, stereotypowy złoczyńca, stereotypowy naukowiec, stereotypowy zbuntowany nastolatek, stereotypowa dziennikarka i stereotypowy Polak (nie bazyliszek), oczywiście z wąsami, całujący kobiety po rękach, wcinający bigos i pijący wódkę. Zazwyczaj jestem łagodna w ocenianiu, ale Schleimgeist - "w jednej trzeciej kałamarnica, w jednej trzeciej ślimak i w jednej trzeciej człowiek"[5] oraz Nathan biegający z solą kuchenną, żeby go pokonać, pokonali i mnie. Ręce mi opadły. Jedynym plusem jest to, że książka pasuje również do wyzwania ejotka "Pod hasłem" i hasła "bez spacji".

[1] "Bazyliszek" Masterton Graham, Rebis, Poznań 2009, s. 51.
[2] Tamże, s. 11.
[3] Tamże, s. 15.
[4] Tamże, s. 29.
[5] Tamże, s. 249.

poniedziałek, 10 marca 2014

"451° Fahrenheita" Bradbury Ray

Tytuł oryginału: Fahrenheit 451
Wydawnictwo: Solaris
Rok wydania: 2012
Tłumacz: Iwona Michałowska
Ocena: 4,5/6

Wiem, że biblioteki mają ograniczony budżet i magazyny, które raczej się nie rozciągają. Zazwyczaj rozumiem i nie dziwię się, że nie ma wszystkich książek, które chciałabym przeczytać. Lecz przychodzi czas na książkę, przy której braku w księgozbiorze, reaguję zdziwieniem lub nawet "świętym oburzeniem": No bo, jak biblioteka może nie mieć (Tu wstaw tytuł WAŻNEJ książki)?!
Coś takiego odczuwałam właśnie w związku z "451° Fahrenheita" Raya Bradbury'ego. Na książce zależało głównie mojej młodszej siostrze, ja też miałam ochotę przeczytać, pożyczyłam jej swoją kartę i wysłałam do biblioteki. Zawiedziona wróciła informując mnie, że książki nie było, została wycofana z księgozbioru, bo to żadna nowość, nikt o niej nie pamięta itd. Lekko się zapowietrzyłam i obudziło się we mnie, wyżej wymienione "święte oburzenie", rozumiem, że nie ma nowości, ale jak może nie być  "451° Fahrenheita", przecież to klasyka, powieść kultowa, będąca inspiracją dla wielu innych książek i filmów, przecież należy do kanony literatury science fiction i ja chcę ją przeczytać. ;) Ta chęć gwałtownie wzrosła, gdy okazało się, że książka jest niedostępna. Na szczęście można zawsze liczyć na Mikołaja i "Fahrenheit" znalazł się pod choinką. Teraz książkę pożyczyłam od siostry i przeczytałam.

Książka jest dość przygnębiająca i przerażająca, nie ze względu na drastyczne i wymyślne opisy, ale dlatego, że wizja przyszłości wydaje się niezwykle bliska współczesnej rzeczywistości.
Cóż, w końcu żyjemy w erze jednorazowych chusteczek. Wydmuchaj w kogoś nos, zgnieć go, spłucz w ubikacji, weź następnego, zgnieć, spłucz. Wszyscy wysługują się wszystkimi. [1]
Ludzie, zapatrzeni w monitory komputerów i telewizory, dla których bliżsi od rodziny czy przyjaciół stają się bohaterowie programów Reality TV lub seriali, są tak podobni do gapiących się w ścianowizję postaci z książki.
Metrem nie jeżdżę, ale pociągiem często i  poniższy cytat idealnie pasuje do opisu tych "rozmów":
Czasem podsłuchuję, o czym rozmawiają ludzie w metrze albo przy stoiskach z napojami. I wie pan co?
- Co
- Oni w ogóle nie rozmawiają.
- Daj spokój. Przecież muszą rozmawiać.
- Właśnie że nie. Głównie wymieniają marki samochodów, nazwy ciuchów i basenów. I co chwila powtarzają: "Rewelacja!" Ale wszyscy mówią dokładnie to samo. [2]
Dla mnie ta powieść jest ostrzeżeniem. Pokazuje świat, który jest tylko o krok dalej od naszego, pokazuje, że niebezpieczeństwem jest, nie tyle rezygnacja z książek, co z wartości, które one symbolizują: z informacji, czasu na przemyślenie, z prawa i możliwości wyciągania własnych wniosków.

[1] "451° Fahrenheita" Bradbury Ray, Solaris, Stawiguda 2012, s 26.
[2] Tamże, s. 43-44.

Książkę zaliczam do wyzwania trójka e-pik LISTOPAD 2012 powieść z wątkiem science - fiction

poniedziałek, 17 lutego 2014

"Nie licząc psa" Willis Connie

Tytuł oryginału: To Say Nothing of the Dog
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1999
Tłumacz: Danuta Górska
Ocena: 4,5/6

Pierwsza z listy zaplanowanych na ten rok książek, przeczytana.
Przez początkowe sto stron byłam bliska odłożenia jej na półkę lub ustalenia minimalnej, dziennej dawki, żeby w ciągu miesiąca ją przeczytać. Na szczęście im dalej, tym było lepiej. Akcja się rozkręca, wciąga, a mnie coraz częściej zdarzało się chichotać pod nosem. Od 202 strony nie mogłam się oderwać, czego wynikiem są moje spuchnięte, kaprawe oczęta. 
"Nie licząc psa" to świetna komedia omyłek z elementami science fiction, pełna nawiązań do literatury, między innymi: Jerome'a K. Jerome'a, Wodehouse'a i mojej ukochanej Agaty Christie.

Wizyta w katedrze w Coventry zmieniła życie Tossie Mering, opis tej wizyty odnaleziony w pamiętniku zmienił życie jej pra-pra-prawnuczki, Lady Shrapnell, dla której obsesją i głównym celem stało się odbudowanie katedry, zniszczonej podczas nalotów w 1940 roku, tak wiernie oryginałowi, jak to tylko możliwe. Aby osiągnąć swój cel nie liczy się z kosztami. W roku 2057 podróże w czasie są możliwe, ale nie mają zastosowania komercyjnego, służą do badań historycznych. Wydział historii Uniwersytetu w Oxfordzie, funkcjonuje głównie dzięki nakładom finansowym Lady Shrapnell, ta trzymając wszystkich w garści, wykorzystuje pracowników do prac związanych z rekonstrukcją katedry. Jednym z takich pracowników jest nasz główny bohater Ned Henry, przydzielony do poszukiwań "strusiej nogi biskupa". W wyniku licznych podróży w czasie cierpi na zaawansowaną dyschronię, objawiającą się  skłonnością do dygresji oraz sentymentalizmu, dezorientacją, trudnościami w rozróżnianiu dźwięku, zaburzeniami wzroku. Dla wszystkich jest jasne, że potrzebuje on odpoczynku, dla wszystkich oprócz Lady Shrapnell. Aby skryć Neda przed jej gniewem, nasz bohater zostaje wysłany z "drobną" misją do roku 1888, czasów sielskiej, wiktoriańskiej Anglii.
"Drobna" misja na związek z Verity Kindle (historyk wysłaną do XIX Anglii, aby przeczytać pamiętnik Tossie), która uratowała kota i przeniosła go do XXI wieku, co stanowi pogwałcenie praw kontinuum czasoprzestrzennego. Każda próba naprawienia błędu i skierowania historii na właściwe tory, prowadzi do kolejnych zawirowań i komplikacji, w czym czynny udział biorą, oprócz naszych historyków, między innymi: pewna "angielska róża", zakochany w niej student Terence, profesor Peddick, buldog Cyryl, kotka Księżniczka Ardżumand i kamerdyner.

Książkę zaliczam do wyzwań:


Trójka e-pik luty 2014 - XIX wiek w literaturze

poniedziałek, 10 lutego 2014

"Pani na Czachticach" Nižnánsky Jožo

Tytuł oryginału:  Čachtická pani
WydawnictwoKsiążnica
Rok wydania: 2004
Tłumacz: Cecylia Dmochowska
Ocena: 5/6

Nižnánsky Jožo
Urodzony w roku 1903, zadebiutował jako poeta w 1928, później pochłonęło go dziennikarstwo. Pismu, w którym pracował, w roku 1932 zagroziło rozwiązanie, toteż redaktor naczelny, próbując je ratować, zwrócił się do współpracowników o napisanie rozrywkowej powieści, która drukowana w odcinkach zwiększałaby poczytność. W ten sposób powstała "Pani na Czachticach". Czytelników zachwyciła fabuła i... czasopismo zostało uratowane, a Jožo Nižnánsky odnalazł się w tym gatunku.[1] 

Powyższa nota jest chyba najlepszym wstępem do tej książki, najlepiej oddaje to czym ona jest i czego można się po niej spodziewać. Uważam, że mylące są sugestie, że jest to biografia Elżbiety Batorówny lub podkreślanie mroczności tej historii. Jak na biografię jest tu za mało "Krwawej Hrabiny" i jest ona przedstawiona jednostronnie, współczesny wielbiciel horrorów też oczekuje czegoś innego.  Zastanawiałam się nad umiarkowanymi ocenami tej powieści, gdybym nastawiła się na biografię, czułabym się bardzo rozczarowana, spodziewając się krwawego horroru - też.

Elżbieta Batory
Elżbieta Batory była księżną węgierską i siostrzenicą polskiego króla Stefana Batorego.[2] Była kobietą wielkiej urody, a przy tym pochwalić się mogła wyjątkową inteligencją – nauczyła się płynnie władać węgierskim, łaciną i niemieckim. Od wczesnych lat życia uchodziła za osobę skłonną do napadów gniewu.[3] Gdy miała ponad 40 lat, jej strach przed starością był tak wielki, że Elżbieta Batory uległa sugestii pewnej kobiety, uznanej później za czarownicę. "Wiedźma" powiedziała księżnej, że krew na jej skórze dodaje jej uroku i znacznie ją odmładza.[4] Wtedy zaczął się koszmar. Dziewczęta i młode kobiety porywano, by w podziemiach zamku wytoczyć im krew, potrzebną do makabrycznych kąpieli hrabiny. Elżbieta była bardzo przebiegła. Rozgłosiła wśród arystokratycznych rodzin, że chętnie będzie przyjmowała na wychowanie dobrze urodzone panny. Jako że hrabina była znana w kręgach węgierskiej szlachty, chętnych nie brakowało i wysyłano do Czachtic  dziewczęta z wysokich rodów. Żadna jednak już do rodziny się nie odezwała, za to Elżbieta przesyłała do ich zaniepokojonych krewnych listy, że zmarły na niebezpieczną chorobę i właśnie zostały pochowane. Nigdy jednak nie godziła się na otwarcie trumien i pokazanie zwłok.
 [5]
Decyzją hrabiego Thurzo Elżbietę sądzono jedynie za wielokrotne przestępstwa o naturze kryminalnej, natomiast o wampiryzm i czarnoksięstwo oskarżono jej sługi.
Czworo torturowanych wspólników Elżbiety w zeznaniach podało liczbę ofiar od trzydziestu do sześćdziesięciu, ale piąty świadek ujawnił znaleziony w komodzie hrabiny rejestr zbrodni, wedle którego śmierć z rąk Elżbiety i jej sług poniosło sześćset pięćdziesiąt osób.Współuczestników zbrodni skazano na karę śmierci (wyroki wykonano 7 stycznia 1611), samą zaś Elżbietę jako wysoko urodzoną damę (która do końca zaprzeczała postawionym zarzutom) na zamurowanie żywcem w jednej z komnat zamku, z otworem jedynie do podawanie pożywienia; miała tam przebywać do śmierci.[6]

Książka kojarzyła mi się bardziej z opowieściami o Robin Hoodzie lub Janosiku, niż z przerażającym horrorem, jakiego można było oczekiwać po tytułowej bohaterce.  Gnębiony przez okrutną panią lud, dzielni i sprytni walczący w ich obronie zbójnicy, ratowane z opresji piękne dziewczęta, Elżbieta Batory - doskonały czarny charakter oraz jej pomocnicy, Ficko - garbaty karzeł, przed którym drżą Czachtice oraz najbliższe służące Elżbiety przypominające najstraszniejsze wiedźmy. Plus zamek z tajnymi korytarzami, zapadniami, lochami, salami tortur - oj działa na wyobraźnię! Podziwiam pomysłowość autora, książka jest naprawdę wciągająca, niesamowite, trzymające w napięciu zwroty akcji. Sądzę, że byłabym jednym z czytelników, który leci z wywieszonym ozorem po najnowszy numer gazety, żeby dowiedzieć się co dalej. Nie dziwię się, że ta opowieść uratowała czasopismo, w którym pracował autor - świetny serial przygodowy z elementami grozy.
Źródło


 Wyzwanie Trójka e-pik: STYCZEŃ 2014 - Seryjny zabójca w roli głównej

[1] "Pani na Czachticach" Nižnánsky Jožo, Katowice 2004, nota wydawcy 
[2] Niewiarygodne.pl
[3] Wikipedia
[4] Niewiarygodne.pl
[5] ciekawe.onet.pl (Agnieszka Krawczyk / Imperium Kobiet)
[6] Wikipedia

niedziela, 12 stycznia 2014

Podsumowanie wyzwania książkowo-językowego

Pierwszą część prywatnego wyzwania językowo-książkowego uznaję za zakończoną. Hip Hip Hura! Udało się! Nie do końca zgodnie z planem - chciałam skończyć książkę w grudniu (grudzień naprawdę nie sprzyjał czytaniu, a już czytaniu w obcym języku w ogóle!) -  ale najważniejsze, że swój cel osiągnęłam.
Jestem zadowolona z wybranej przez siebie książki, którą czytało mi się dość dobrze, akcja mnie wciągnęła, z pomocą słownika dawałam radę ze słownictwem.
Na początku słownik był w ciągłym użyciu, sprawdzałam każde słowo, co do którego miałam najdrobniejsze wątpliwości, nawet takie, których znaczenia się domyślałam, które znałam, tak na wszelki wypadek. Nie muszę wspominać, że było to czasochłonne i dość męczące.
Treść książki była na tyle zajmująca i chciałam wiedzieć "co dalej", że zmieniłam taktykę. Czytałam dłuższe fragmenty, czasami nawet rozdział, zaznaczając tylko słowa, których nieznajomość utrudniała mi odbiór treści. Najlepiej czytało mi się w pociągu, gdzie nie miałam dostępu do żadnego słownika czy innych pomocy naukowych.
Trudność sprawiały mi fragmenty z nazwami roślin, terminy medyczne - zwłaszcza skróty i niektóre idiomy. Irytujące były chwile, gdy znalazłam polskie tłumaczenie i dalej nie wiedziałam o co chodzi. Taki problem miałam na przykład z widow's peak - wąskie pasmo włosów pomiędzy głębokimi zatokami, niewiele to tłumaczenie wyjaśniło. Ale od czego jest Wujek Google i grafika.
Ale najgorsze i najbardziej frustrujące było uczucie i świadomość, że jakieś słowo już sprawdzałam, że ono już było i na pewno je sprawdzałam, ale, do jasnej anielki, nie mogłam sobie przypomnieć znaczenia. Z niektórymi słowami miałam tak po kilka razy.
W systematyczności pomogło mi zapisywanie daty oraz zaznaczanie, ile tego dnia przeczytałam lub/i przetłumaczyłam.

A co do samej książki. Barbara Delinsky kojarzyła mi się z romansami, ale książki tej autorki, na które trafiłam okazały się porządnymi obyczajówkami. "While My Sister Sleeps" ("Kiedy moja siostra śpi"), to moje drugie, po "Nikt się nie dowie", spotkanie z tą autorką i to po raz kolejny spotkanie nad wyraz udane.

W telewizji był kiedyś cykl "Okruchy życia", "Kiedy moja siostra śpi" jest utrzymana w podobnym klimacie. Historia zwykła i niezwykła jednocześnie.  Zwykli ludzie i jedno wydarzenie, które zmienia wszystko.
Robin i Molly Snow są siostrami. Robin jest światowej sławy biegaczką z licznymi sukcesami na koncie, ma ogromne szanse na udział w Olimpiadzie. Molly żyje w cieniu siostry, kocha Robin, ale są chwile, w których ma jej serdecznie dosyć i jest na nią wściekła. Tak było tego ranka, gdy Robin nagle zmieniła plany i  postanowiła biegać później, nie licząc się z Molly, która miała jej w treningu asystować, oczekując, że młodsza siostra i tak się dostosuje.
Molly złości takie traktowanie, zamiast pomóc siostrze jedzie do pracy. Po powrocie zastaje dom pusty, a wkrótce otrzymuje telefon ze szpitala. Podczas biegu Robin zemdlała, okazało się że przeszła zawał serca, jest w stanie krytycznym, zapadła w śpiączkę. Wyniki badań są bezlitosne, doszło do uszkodzenia mózgu.
Ta sytuacja jest punktem przełomowym dla całej rodziny. Molly dręczą wyrzuty sumienia i ciągłe "co jeśli", czy mogłaby zapobiec tragedii, gdyby tego dnia była z siostrą. Chris oprócz choroby siostry musi sobie poradzić z kryzysem, który przechodzi jego małżeństwo. Choroba serca Robin jest szokiem dla jej rodziców. Najgorzej z całej rodziny z zaistniałą sytuacją radzi sobie Kathryn, jej życie do tej pory było skupione na najstarszej córce i jej karierze. Ostoją dla całej rodziny jest Charlie, wspiera żonę i dzieci w trudnych chwilach, troszczy się o nich i często pełni rolę rodzinnego mediatora. Muszą podjąć bardzo trudną decyzję i poradzić sobie z konsekwencjami tego wyboru.
Oprócz głównego wątku poruszające są także te poboczne, jak choroba Alzheimera babci  czy problem anoreksji. Nie odniosłam wrażenia, że autorka próbując grać na emocjach zgromadziła wszystkie możliwe nieszczęścia. Wszystkie wydarzenia i problemy wydają się bardzo realistyczne i prawdopodobne.
Mimo tragicznych zdarzeń, sposób w jaki rodzi sobie rodzina Snow, przynosi pokrzepienie, spokój i nadzieję.

Książkę zaliczam też do wyzwania Trójka e-pik: styczeń 2014 - "Kochane zdrowie..." książka z motywem walki z chorobą

środa, 1 stycznia 2014

Podsumowanie grudnia

W grudniu dominowały książki świąteczne. Chyba tylko w komediach Wilde'a nie pojawiły się Święta i motyw Bożego Narodzenia.
1. „Jak zostać królem” Conradi Peter, Logue Mark ocena: 3/6 (audiobook - czyta Krzysztof Wakuliński)/ KwP
Spodziewałam się książkowej wersji filmu. A dostałam... nazwałabym to jego uzupełnieniem. Nie twierdzę, że jest to zła książka, ale potwornie mnie wynudziła. Film miał w sobie lekkość i dowcip. A ta książka - używając kulinarnych porównań - przypomina pożywny obiad, który może i jest zdrowy, ale mimo, że się je, je i je to z talerza nic nie znika. Bez audiobooka nie dałabym rady przebrnąć.
2. "Pora przypływu"Christie Agatha 
3. Z "Czterech komedii" Oskara Wilde
- „Mąż idealny” Wilde Oscar ocena: 4,5/6
- „Brat marnotrawny” Wilde Oscar ocena: 4/6 
4. "Strajk na Boże Narodzenie" Roberts Sheila   
5. "Stokrotki w śniegu" Evans Richard Paul
6. „Opowieści świętej pamięci Iwana Pietrowicza Biełkina” Puszkin Aleksander ocena: 5/6
Miłe zaskoczenie. Autor epoki romantyzmu z dystansem i poczuciem humoru - bezcenne.
7. „Dyskoteka przy Magnoliowej” Owens Sharon ocena: 4/6
Druga powieść tej autorki, którą czytałam. Podobała mi się mniej niż "Herbaciarnia pod Morwami", ale i tak to spotkanie uważam za udane. Pasuje do niej określenie komedia obyczajowa. Przeplatają się w niej losy kilkorga mieszkańców Belfastu. Ciepła, sympatyczna powieść.
8. "Podarunek" Ahern Cecelia
9. „Marta” Orzeszkowa Eliza ocena: 5,5/6 [WŁASNA PÓŁKA] 
Powtórka. Mocne zakończenie roku. Czytanie jej aż bolało.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

"Stokrotki w śniegu" Evans Richard Paul

Tytuł oryginału The Christmas List
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Rok wydania: 2012
Tłumacz: Ewa Bolińska-Gostkowska
Ocena: 5,5/6

 Aż mam ochotę zakrzyknąć za Herkulesem Poirot "Jakim byłam głupcem!". Książki Evansa omijałam szerokim łukiem, w ich recenzje też nie wczytywałam się zbyt uważnie. Jego twórczość kojarzyła mi się z ckliwymi obyczajowo-romansowymi powieścidłami, na które w dodatku trzeba  ustawiać się w bibliotecznej kolejce.
Gdyby nie zimowa kategoria w wyzwaniu  i szczęśliwy traf, że książka była dostępna w jednej z filii, dalej tkwiłabym w swoim uprzedzeniu.
Wieczorem miałam ją tylko przejrzeć i najwyżej przeczytać jeden rozdział, ale zatopiłam się w tej historii na całą noc, a odłożyć mogłam dopiero po skończeniu ostatniej strony.
Poprzednia książka mówiła o przygotowaniu do świąt, dekoracjach, potrawach, ważniejsza była w niej "forma" świąt. "Stokrotki w śniegu" też opowiadają o Bożym Narodzeniu, ale tutaj nacisk jest położony na "treść", wartości, o których zapominamy w codziennym zabieganiu. Wartości, o których wolimy nie pamiętać, ponieważ przeszkadzają we współczesnym "wyścigu szczurów", gdzie silniejszy zjada słabszego, gdzie panuje zasada, albo my ich albo oni nas. Wygodniej nie widzieć jak takim myśleniem szkodzimy innym i sobie. Główny bohater jest ekstremalnym przykładem takiego "szczura": arogancki, bezlitosny, okrutny. "Stokrotki" są kolejną odsłoną, interpretacją "Opowieści wigilijnej", a James Kier to godny następca Ebenezera Scrooge'a. Nic więcej nie powiem, bo mogę zdradzić za dużo. Polecam zaopatrzyć się w chusteczki, podczas czytania oczy mogą się "pocić".

Wyzwanie trójka e-pik Grudzień 2013 - książka zimowa (zima w tytule/ akcja dzieje się zimą)

niedziela, 15 grudnia 2013

"Strajk na Boże Narodzenie" Roberts Sheila

Tytuł oryginału On Strike for Christmas
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Tłumacz: Joanna Szatkowska
Ocena: 4/6

Sądząc po świątecznych filmach ("Święta Last Minute", "Wesołych Świąt" z Dannym DeVito czy  "Świąteczna gorączka" z Arnoldem Schwarzeneggerem) Amerykanie traktują święta bardzo poważnie. Ozdobienie domu wewnątrz i przede wszystkim na zewnątrz, to sprawa honoru i element olbrzymiej rywalizacji. Świąteczne przyjęcia muszą spełniać wysokie standardy i dorównywać tym prezentowanym w programach Marthy Stewart. Przypominające polowanie przedświąteczne zakupy, podczas których można stracić nie tylko pieniądze. A całe to zamieszanie rozpoczyna się tuż po Święcie Dziękczynienia.

Właśnie w Święto Dziękczynienia rozpoczyna się akcja "Strajku na Boże Narodzenie". Bohaterkami są przyjaciółki z klubu robótek ręcznych. Są zmęczone całym tym przygotowywaniem, a najgorsze jest to, że najbliżsi w ogóle nie doceniają ich wysiłków i pracy włożonej w organizację świąt. Mąż Laury, Glen, uważa, że zorganizowanie przyjęcia to "mały pikuś". Mąż Joy nienawidzi świątecznych spotkań i marzy "żeby choć raz Grinch ukradł święta"*. Reszta mężów też nie jest lepsza.
Żeby dać nauczkę mężowi Joy postanawia ogłosić strajk, swoim pomysłem dzieli się w klubie z koleżankami, które także postanowiły się przyłączyć do bożonarodzeniowego protestu. Informacja trafia do prasy,  od tego momentu miasteczko Holly żyje strajkiem.

O tym kto i jaką otrzymał nauczkę dowiecie się z lektury. Książka idealna na przedświąteczny okres.

Wyzwanie trójka e-pik Grudzień 2012 - powieść z motywem Świąt Bożego Narodzenia

* "Strajk na Boże Narodzenie" Roberts Sheila,  Świat Książki, Warszawa 2011, s. 24

poniedziałek, 9 grudnia 2013

"Pora przypływu" Christie Agata

Tytuł oryginału: Taken at the flood
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2011
Tłumacz: Tadeusz Jan Dehnel
Ocena: 5/6

"Charakter ludzki, mon cher, nie trwa w bezruchu. Może umacniać się. Może słabnąć. Jakim człowiek jest naprawdę ujawnia dopiero próba, to znaczy moment, kiedy musi on stanąć na własnych nogach albo upaść."*
Jednym z najcięższych faux pas wśród czytelniczej braci jest "spoilerowanie" czyli zdradzanie zakończenia. Szczególnie przy kryminałach, takiego grzechu się nie wybacza! Czy film można uznać za spoiler książki? Na poznanie treści i zakończenia naraziłam się sama oglądając ekranizacje książek z wyśmienitym Davidem Suchetem w roli Herkulesa Poirota.
Do tej pory byłam zwolenniczką teorii "Najpierw książka, potem film", ale przy tym cyklu zaczynam zmieniać zdanie. Znajomość książki przeszkadzała mi  w oglądaniu i odbiorze filmów, włączało się "czepialstwo": co jest zmienione, przecież w książce było inaczej, itp. - nie mogłam się skupić. W przypadku "Pory przypływu"  pierwsza była ekranizacja i to jedna z bardziej udanych, moim zdaniem. Gdy zaczynałam lekturę doskonale pamiętałam kto zabił i dlaczego, znałam wzajemne relacje i motywy bohaterów, ale ta wiedza  w najmniejszym stopniu  nie zakłóciła mi przyjemności z czytania. Nawet sprawiła sporo frajdy.
Gordon Cload, bezdzietny bogacz, miał ogromny wpływ na swoją rodzinę, jej członkowie nie musieli się o nic martwić, mieli mieć zapewnioną przez Gordona dostatnią przyszłość. On sam ich tego nauczył i przyzwyczaił do myśli o wsparciu finansowym. Opłacał wszystkie rachunki siostry, bratu obiecywał, że po jego śmierci tamten będzie bogaty, Rowleyowi obiecał wsparcie finansowe w prowadzeniu farmy. Plany na przyszłość, poczucie bezpieczeństwa wszystkich członków tej rodziny opierały się na  pieniądzach milionera i spodziewanym spadku.
Wszystkie te plany zniweczyło niespodziewane małżeństwo Gordona i jego nagła śmierć. Milioner ginie podczas nalotu nie zostawiwszy uwzględniającego  jego rodzinę testamentu. Wybuch przeżyła tylko młodziutka Rosaleen oraz jej brat Dawid i to w ich ręce trafia majątek. Nie trzeba chyba mówić, że taka sytuacja nie zachwyciła nikogo z Cloadów. Ich jedyną nadzieją są plotki związane z pierwszym małżeństwem wdowy. 
"Co stanie się z bluszczem, gdy padnie dąb, który bluszcz oplata?"* i jak przebiega śledztwo, w czasie którego nic nie jest takie jak powinno, a cała sprawa idzie na opak. Zapraszam do lektury!

Trójka e-pik  Luty 2013 Książka ulubionego autora
Pod hasłem Hasło grudnia - Dobranoc

Grudzień to czas podsumowań. 
Jednym  z moich tegorocznych czytelniczych planów, było przeczytanie dwunastu książek z cyklu o Herkulesie Poirot. Nie udało mi się do końca z tego postanowienia wywiązać. Przeczytałam dziesięć:

1. "Morderstwo w Mezopotamii" styczeń
2. "Niedziela na wsi" styczeń
3. "Zbrodnia na festynie" luty
4. "Poirot prowadzi śledztwo" marzec
5. "Dwanaście prac Herkulesa" kwiecień
6. "Kot wśród gołębi" maj
7. "Wielka Czwórka" sierpień
8. "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" wrzesień
9. "Zagadka Błękitnego Ekspresu" październik
10. "Pora przypływu" grudzień


*"Pora przypływu" Christie Agata, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2011, s. 168

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Podsumowanie listopada

Listopad wypadł skromniej niż oczekiwałam
1. "W oparach absurdu" Słonimski Antoni, Tuwim Julian
2. "Cecylia i Eryk" Kowalski Marian  [WŁASNA PÓŁKA]
3. "Mały duszek" Preussler Otfried (ebook)
4. "Zapisywacze ojcowskiej miłości" Viewegh Michal
5. "Pieśń łuków: Azincourt" Cornwell Bernard [WŁASNA PÓŁKA] ocena: 3/6
Książka, która zajęła mi większą część listopada. Oceny na portalach dobre, opinie   pozytywne, a ja ledwo przez nią przebrnęłam.  Nie poczułam sympatii do żadnego z bohaterów, było mi wszystko jedno kto przeżyje, a kto zginie, myślałam tylko "Niech ta książka już się skończy!". Wiem, że wojna to nie bajka i różne rzeczy się dzieją. Ale postawa autora "No to teraz obalę mity rycerstwa i pokażę wam jak było naprawdę" nie przypadła mi do gustu. To epatowanie przemocą, gwałty, wyciekające wnętrzności, wydłubywanie oczu itd. "Pieśń łuków" zrobiła na mnie wrażenie  kiepskiego filmu historycznego, gdzie z za kostiumów widzimy np. u aktorek współczesny makijaż.
6. "Siła czasu" Zimbardo Philip G., Sword Rosemary, Sword Richard
7. "Druga szansa" Parsons Tony (audiobook czyta Marian Opania) ocena: 4/6
Najtrudniejsza kategoria w wyzwaniu e-pik, nie miałam pomysłu na książkę z liczbą. "Pieśń" i "Siła czasu" trochę mnie zmęczyły i potrzebowałam czegoś lekkiego. Traf chciał, że w internetowej księgarni natrafiłam na promocję audiobooków, baaardzo kuszącą promocję. Na tyle zachęcającą, że od "Drugiej szansy" nie odstraszyły mnie jej kiepskie notowania.  Tym razem wrażenia zdecydowanie pozytywne, duża w tym zasługa świetnej interpretacji Mariana Opanii.

niedziela, 24 listopada 2013

Bo każdy ma jakiegoś bzika

Tytuł: "Zapisywacze ojcowskiej miłości"
Tytuł oryginału: Zapisovatelé otcovský lásky
Autor:  Viewegh Michal
Wydawnictwo: Zysk i S-ka Wydawnictwo
Rok wydania: 2007
Tłumacz: Joanna Derdowska
Ocena: 4,5/6

 Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.”
  Lew Tołstoj

Można też powiedzieć, że każda dziwaczna rodzina jest dziwna na swój wyjątkowy sposób. Jedno jest pewne, w tej czeskiej rodzinie dziwaków nie brakuje.  
Największymi są ojciec i syn, którzy w stresogennych sytuacjach chowają się pod stół. Syn, opisuje siebie, jako "nałogowego zapisywacza", zboczeńca mającego obsesję zapisywania wszystkiego: rzeczy, ludzi i sytuacji. Za namową swojej siostry Renaty, wydał swoje zapiski, dzięki czemu stał się znanym pisarzem. Sposób w jaki poradził sobie z pewnym krytykiem, jest jednym z najbardziej zapadających w pamięć momentów. 
Do spisywania wspomnień, w czasie wakacji, Renata namówiła też swojego ojca. Ojciec kocha swoją córkę wręcz bezkrytycznie, od jej narodzin fotografował, każdą chwilę jej życia. Sam o sobie mówi, że jest "niestety takim ostrożnym typem, który woli przyłączyć się do większości, żeby nie ryzykować" i "zamiast się na przykład zdrowo wkurzyć i walnąć w stół, to czasem niestety"* woli pod niego wejść. Jego zapiski, wydają się trochę nieudolne i kanciaste, ale są bardzo wzruszające.
Trzecią narratorką "Zapisków" jest dwudziestosiedmioletnia Renata, gospodyni talk show "Trzynasta komnata". W swoim programie gościła: "pięćdziesięciotrzyletnią prostytutkę, trzynastoletniego masochistę, pedofila, urofila"** i wielu innych, w tym swojego Bracholka. Obecny zawód może dziwić, ponieważ jako nastolatka nienawidziła być fotografowana. Z tej niechęci wyleczył ją dopiero 06.06.1986 jej pierwszy chłopak Wiktor, kiedy Renata miała 16 lat. 
Ta książka przypomina puzzle, obraz życia tej rodziny musimy ułożyć sobie z historii trójki narratorów. Czułam się trochę jakbym obserwowała ich w salonie krzywych luster.
Pierwsze wrażenie.
- Dziwna.

Czytam dalej.
- W pewien sposób pokręcona, ale zabawna.

Jeszcze dalej.
- Jednak trochę smutna.

Wesoło smutna opowieść o miłości, tęsknocie, odrzuceniu, złych wyborach - o życiu.

*s. 120
** s. 17
Wyzwania:
Czytam słowiańskich pisarzy listopad 2013: Czechy (Książka napisana po 1993)
Trójka e-pik listopad 2012: pisarz pochodzący z kraju sąsiadującego z Polską

sobota, 16 listopada 2013

"Mały Duszek" Preussler Otfried

Tytuł oryginału: Das Kleine Gespenst
Wydawnictwo: Bona
Rok wydania: 2011
Tłumacz: Hanna i Andrzej Ożogowscy
Ilustrował: Franz Josef Tripp
Ocena: 5/6
E-book

Co musi mieć porządne zamczysko? No, oczywiście ducha. Sowi Zamek ma małego Duszka, który równo z dwunastym uderzeniem puchaczowskiego ratuszowego zegara, rozpoczyna swoją nocną wędrówkę. Duszek zawsze nosi ze sobą kółko z trzynastoma kluczami, dzięki niemu ma możliwość otwierania wszystkich drzwi, bram, skrzyń, szuflad, a nawet pułapek na myszy. Godzinę duchów spędza najczęściej w zamkowym muzeum, za towarzystwo służą mu wtedy stare portrety. Mały Duszek to też lokalny patriota, nikt o tym nie wie, ale przed trzystu dwudziestu pięciu laty, to on, obronił Sowi Zamek i Puchaczowo przed szwedzkim generałem Torstenem Torstensonem i jego armią.  

Najbliższym przyjacielem duszka jest mądry puchacz Uhu-Szuhu, mieszkający w spróchniałym dębie, na najodleglejszym krańcu zamkowej góry. Przy ładnej pogodzie siadają na jednym z konarów i opowiadają sobie historie. 
Duszek, jako stworzenie nocne ogląda Puchaczowo tylko nocą i marzy o zobaczeniu miasteczka w świetle dziennym. Wiadomo, jak los chce kogoś pokarać, to spełnia jego życzenia. 

Czym różni się duszek dzienny od nocnego? Jakie zamieszanie spowodował nasz bohater w Puchaczowie? Zapraszam do lektury. 

To pierwszy ebook, który przeczytałam na moim czytniku. Plus, to możliwość powiększania tekstu, minus - nie można powiększyć ilustracji, oglądanie ich spowalnia trochę pracę czytnika i brakuje mi możliwości kartkowania. "Mały Duszek" to książka, która lepiej sprawdza się w wersji tradycyjnej. 

Autor:

poniedziałek, 11 listopada 2013

Ostatni Wiking Bałtyku


Tytuł: "Cecylia i Eryk" Kowalski Marian 
Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Rok wydania: 1990
Ocena: 4,5/6

Przykurzątko kupione za złotówkę z bibliotecznej półki. Lubię czasem sięgnąć po takie książki: żadnych opisów, ocen, informacji. Czytanie ich jest jak podróż w nieznane.
Powieść ta ma w sobie coś ze słuchowiska radiowego lub sztuki teatralnej. Niepozorna, oszczędna, lecz jednocześnie naładowana emocjami. Akcja toczy się dość wolno, ale atmosfera jest gęsta od tego, co niewypowiedziane, między wierszami.
Zaczyna się od wielkiej polityki. Przeciw Erykowi, władcy Norwegii, Danii i Szwecji, wybucha bunt. Rozgoryczony król chroni się na Gotlandii, zabiera ze sobą swoją kochankę Cecylię. Od tego momentu obserwujemy relacje między dwójką bohaterów, wydarzenia wielkiego świata toczą się gdzieś obok, zostali tylko oni. 
Książkę idealnie ilustruje okładka. Gra polityczna, gra w związku, maski, pozory, niepewność. O losach ludzi, jak w grze, decyduje przypadek.


Ciekawe strony:

czwartek, 31 października 2013

Podsumowanie października

 1. "Kamieniarz" Läckberg Camilla (audiobook czyta Marcin Perchuć) /KwP
2. "Kapitan Blood: Powieść o korsarzach siedemnastego wieku" Sabatini Rafael [własna]
3. "Szkoła żon" Molier
4. "Pan Wołodyjowski" Sienkiewicz Henryk
(audiobook: czyta Zdzisław Wardejn; czas: 24 godz.) /KwP [własna] ocena (4,5/6)

Gdyby w liceum, ktoś powiedział mi, że polubię Sienkiewicza, nie uwierzyłabym. Część Trylogii, która podobała mi się najbardziej. Może dlatego, że wątki osobiste są bardziej widoczne, niż we wcześniejszych częściach, a bohaterowie oprócz patriotycznych mają też inne uczucia. Baśka to zdecydowanie najciekawsza postać kobieca w całej Trylogii, babeczka z ikrą!
Rozczarował mnie audiobook. Źle słuchało się lektora, który jakby zacinał się podczas czytania, brakowało płynności. A najbardziej irytowało mnie błędne wymawianie słowa "murza". 




5. Dwukropek” Szymborska Wisława
6. "Szczęśliwe zakończenie" Dillon Lucy [własna]
7. "Zagadka Błękitnego Ekspresu" Christie Agatha





*KwP - książka w wersji papierowej

poniedziałek, 28 października 2013

"Szczęśliwe zakończenie" Lucy Dillon



Tytuł oryginału: The secret of happy ever after
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Tłumacz: Grzegorz Komerski
Ocena: 5/6

Skończyłam dzisiaj i już tęsknię za bohaterami oraz urokliwym  Longhampton. Było mi tam tak dobrze. Cudowne czytadło o kobiecej przyjaźni, psach i książkach. Ciepła, kojąca powieść - balsam dla duszy.
Bohaterkami tej książki są dwie, zupełnie różniące się od siebie trzydziestolatki. Michelle, zaczynająca wszystko od nowa, pedantyczna, zaradna bizneswoman oraz Anna - młoda mężatka, próbująca odnaleźć w roli macochy, bibliotekarka z poczuciem misji. Poznają się za sprawą pewnego niesfornego dalmatyńczyka.
Ta książka ma w sobie coś ze świątecznych filmów, powieści Fannie Flagg, coś magicznego, dającego nadzieję. Opowiada o tkwiącym w każdym z nas marzeniu o "szczęśliwym zakończeniu". We mnie wzbudziła również tęsknotę za księgarnią z duszą, z takim klimatem jak ta opisana w powieści, gdzie sprzedawałby ktoś z kim można pogawędzić, kto chociaż lubi książki. Obecnie zamawiam już tylko przez internet, a z ostatniej księgarni, do której weszłam, jeszcze szybciej wyszłam. Oj, powiało chłodem - mówię Wam. A tutaj: kawa, ciasteczka, spotkania, głośne czytanie.

Czytanie poszerza słownictwo, moje dzięki tej książce poszerzyło się o słowo:
szurpaty - chropowaty, szorstki, kostropaty

środa, 16 października 2013

"Szkoła żon" Molier



Tytuł oryginału: L’École des femmes
Wydawnictwo Czytelnik
Rok wydania: 1983
Tłumacz: Artur Międzyrzecki
Ilustrował:  Jan Młodożeniec
Ocena: 5/6

Komedia o tym, co nas spotyka, jeśli próbujemy być sprytniejsi od wszystkich wokół i o mocy samospełniającej się przepowiedni.

Arnolf, przepraszam, Pan de la Pień zdecydował się ożenić. Dziwi to nawet jego najbliższego przyjaciela znającego opinię starego kawalera na temat przewrotności kobiet i jego lęk przed zostaniem rogaczem.
Aby się zabezpieczyć przed taką ewentualnością, powiedziałabym, że poczynił "inwestycję długoterminową". 
"Nie ma takiego lisa, co zakpiłby ze mnie.
Znam te zdradliwe sztuczki, tych wybiegów
                                                                      mnóstwo,
Używanych, by ukryć przed mężem oszustwo,
I by na te postępy nie być narażony,
odpowiednie znalazłem sposoby obrony"*
s. 52
W lęku przed zdradą, postanowił wyhodować żonę idealną, ukształtowaną na jego modłę. Pragnie się ożenić ze swoją wychowanką Anusią, córką chłopki.
Źródło: "Szkoła żon" Molier, Czytelnik, Warszawa 1983, s.68

Uważa, że "Kto nie chce wyjść na głupca, niech z głupią ślub bierze"s. 53, przez trzynaście lat jej pobytu w klasztorze, dążył do tego"by zrobić z niej idiotkę nie do opisania" s. 55,  a
"Za wszystkie jej zalety starczą całkowicie
Pobożność, miłość do mnie, przędzenie i szycie" s.53

Czy ukrycie przed ludzmi naiwnej Anusi i powyższe środki zaradcze pomogły? Zapraszam do lektury.